StoryEditor

Drzewka siedmiomiesięczne i ich formowanie

02.03.2022., 11:52h

Drzewka siedmiomiesięczne są już stałą propozycją w wielu szkółkach. W dodatku, wbrew wielu prześmiewczym opiniom, stają się coraz popularniejsze. Jak każdy materiał szkółkarski posiadają swój potencjał, który należy umieć wydobyć i wykorzystać!

Drzewka te nadal często są krytykowane przez wielu sadowników, ale i zwolenników tego materiału nasadzeniowego nie brakuje. Dla jednych jest to cofnięcie się w rozwoju, a dla innych ciekawe rozwiązanie, coraz bardziej wpisujące się w obecny kształt naszego sadownictwa. Jedno jest pewne – jest to specyficzny materiał szkółkarski i z tego względu nie musi się wpisywać w każdy model sadu. To, co dla jednych może być wadą – dla innych może okazać się zaletą. Dlatego chciałbym przedstawić nie tyle „wady” i „zalety”… ale „cechy” tych drzewek, a także sposób formowania w sadzie, który pozwoli dobrze wykorzystać ich potencjał.

Zacznijmy jednak od początku, czyli: Jak powstają?

Drzewka siedmiomiesięczne produkowane są na dwa sposoby: ze szczepienia „w ręku” oraz z tzw. „śpiącego oczka”. W pierwszym przypadku wykorzystuje się grube podkładki, które szczepi się w okresie zimowym, a następnie wysadza wiosną do szkółki. Zraz (czyli kawałek pędu odmiany szlachetnej) i podkładka muszą się zrosnąć, a szkółkarz wyprowadza przewodnik z jednego oczka (najsilniejszego) znajdującego się na zrazie – wszystkie pozostałe pędy wybijające z podkładki i zraza należy jak najszybciej usunąć ponieważ osłabiają wzrost wybranego pędu przewodniego. W ten sposób jesienią (po siedmiu miesiącach wegetacji) uzyskuje się drzewko, które najczęściej ma 100–120 cm wysokości i jest nierozgałęzione, choć jeśli sezon jest sprzyjający, a odmiana podatna – można uzyskać delikatną koronkę. Trzeba tu jednak zaznaczyć, że uzyskana w tej metodzie koronka nie zawsze jest przydatna, bo pędy boczne miewają ostre kąty rozwidleń i często jest ich zbyt mało – a wtedy sadownik pewnie będzie musiał je usunąć (przynajmniej niektóre). W drugiej metodzie wykorzystuje się cienkie podkładki (zbyt cienkie do okulizacji i szczepienia), które wiosną sadzi się bardzo gęsto i latem uszlachetnia poprzez okulizację. Jesienią takie podkładki się wykopuje i wstawia do chłodni, gdzie w okresie zimowym są czyszczone i przycinane nad wszczepionym oczkiem (stąd nazwa „śpiące oczko”). W następnym roku wiosną taki materiał wyjściowy sadzony jest w szkółce i pielęgnowany przez siedem miesięcy – podobnie jak w pierwszej metodzie. Ponieważ jednak w tym przypadku sadzimy podkładki, które już w poprzednim sezonie rosły w polu – są one o wiele lepiej ukorzenione niż podkładki odjęte z matecznika jesienią i wykorzystane do szczepienia „w ręku”. W dodatku „śpiące oczko” już na starcie ma tą przewagę, że jeszcze w poprzednim sezonie zdążyło się dobrze zrosnąć z podkładką, a więc wiosną nie traci czasu i energii na proces zrastania. Te dwa czynniki: lepsze ukorzenienie i wcześniejsze zrośnięcie komponentów zapewniają szybsze przyjęcie się materiału oraz silniejszy wzrost drzewek w szkółce. W efekcie drzewka uzyskane ze „śpiącego oczka” są grubsze i wyższe od tych pozyskanych ze szczepienia „w ręku”. W dodatku szkółkarze zazwyczaj bez większego problemu potrafią uzyskać w tej drugiej metodzie drzewka (o wysokości 130–170 cm) o całkiem zgrabnej, kompaktowej koronce. Bywa nawet, że takie drzewka sprzedawane są później jako drobniejsze okulanty – do gęstego sadzenia. No właśnie! Bo drzewka siedmiomiesięczne, aby mogły się wykazać swoimi walorami, powinny być gęsto sadzone. Dr Grzegorz Klimek, który był popularyzatorem tego typu drzewek, uważał, że w sadzie powinno się je sadzić co 50–60 (maksymalnie co 70) cm w rzędzie. W pełni podzielam tę opinię. Jeśli będą sadzone rzadziej, np. co 100 cm, to trudniej będzie uzyskać z nich zadowalający efekt, zwłaszcza jeśli użyjemy drzewek siedmiomiesięcznych ze szczepienia „w ręku”. I wtedy trudno będzie o nich powiedzieć, że jest to materiał wysokiej jakości.

fot. Drzewka powstałe ze szczepienia „w ręku” łatwo rozpoznać po obecności kilkucentymetrowego „zraza” w miejscu połączenia z podkładką

Co to są drzewka wysokiej jakości?

Przy tej okazji warto chyba zastanowić się i być może zrewidować dotychczasową definicję drzewek wysokiej jakości. Jakie powinny być? Oczywiście – przede wszystkim muszą być zdrowe, dostatecznie zdrewniałe i z dobrze rozwiniętym systemem korzeniowym. Uczono nas też, że drzewka są tym lepszej jakości im szybciej wchodzą w okres owocowania i wymagają mniej pracy w okresie formowania. Najbardziej ceniono więc drzewka grube i z dobrze rozwiniętą, silną koronką (im więcej gałęzi bocznych tym lepiej) na odpowiedniej wysokości. Dotychczasowym synonimem materiału wysokiej jakości były drzewka typu knip-baum (dwuletnie z jednoroczną koronką), które praktycznie były już wstępnie uformowane i bardzo szybko wchodziły w okres pełnego owocowania. Nic więc dziwnego, że szybko zdobyły uznanie i w dużej mierze wyparły popularne wcześniej okulanty. Aby jednak już na starcie drzewka typu knip-baum nie straciły swojego wysokiego potencjału – wymagały bardzo dobrego przygotowania stanowiska i szczególnej pielęgnacji zaraz po posadzeniu. Drzewka typu knip-baum świetnie sprawdzają się w przypadku koron wrzecionowych. Jednak w przypadku sadów, w których drzewa prowadzi się na kilka przewodników (np. w systemie mikado) tego typu materiał jest mniej przydatny – należy go mocno przyciąć, pozbawiając wypracowanego w szkółce przewodnika i wyprowadzić nowe. W takich przypadkach zdecydowanie lepiej jest wykorzystać innego typu drzewka, które już w szkółce poprowadzono na kilka przewodników. Również w przypadku bardzo gęstego sadzenia, kiedy sad prowadzony będzie na tzw. ścianę owoconośną – drzewka typu knip-baum wydają się być zbyt silne i często wymagają dość drastycznego skrócenia bocznych pędów. Bezsensowne też byłoby wykorzystywanie takich drzewek do zakładania sadu prowadzonego w systemie „UFO”. A więc powinniśmy naszą definicję drzewek wysokiej jakości uzupełnić o przydatność do konkretnego modelu sadu. Przykładem mogą być oferowane przez włoskie szkółki drzewka dwuprzewodnikowe typu „bi-baum” lub przeznaczone do prowadzenia na wiele przewodników (wszystkie w linii rzędu) drzewka „guyot-tree”.

Cechy drzewek siedmiomiesięcznych

W porównaniu z drzewkami typu knip-baum i tzw. jednorocznymi okulantami (które są produkowane w szkółkach w cyklu dwuletnim) drzewka siedmiomiesięczne mają zdecydowanie lepszy stosunek pomiędzy „górą” a „dołem” – czyli pomiędzy częścią nadziemną a systemem korzeniowym. Sprzyja to dobremu ich przyjmowaniu się po posadzeniu w sadzie, zwłaszcza na glebach słabszych i gdy mamy do czynienia z chorobą replantacyjną. Ponieważ najczęściej nie są rozgałęzione lub tworzą niewielkie, kompaktowe koronki – przewodnik jest zdecydowanie najsilniejszy. Ważne jest, aby przewodnik był dostatecznie zdrewniały i miał dobrze wykształcony pąk wierzchołkowy – a to przy produkcji typowych drzewek siedmiomiesięcznych nie zawsze jest takie łatwe do osiągnięcia (stosunkowo późno zaczynają w szkółce swoją wegetację i są dość mocno „pędzone”, w związku z czym trochę trudniej je zmusić do zamknięcia wzrostu jesienią). Silny i dobrze wykształcony pąk szczytowy gwarantuje dalszą dominację i bardzo silny wzrost przewodnika – silniejszy niż w przypadku drzewek typu knip-baum czy dobrze rozgałęzionych okulantów. Dzięki temu drzewka w sadzie szybko dorastają do pełnej wysokości, a wysoka produkcja auksyn sprzyja tworzeniu szerokich kątów pomiędzy przewodnikiem a pędami bocznymi. Drzewka takie wytwarzają dużą ilość krótkopędów na całej długości przewodnika – czasem są to niemal wyłącznie pąki kwiatowe zakładane bezpośrednio na nim. Z tym związane jest szybkie wejście drzewek siedmiomiesięcznych w okres owocowania. Oczywiście – ich potencjał w przeliczeniu na jedno drzewko jest stosunkowo mniejszy niż w przypadku drzewek dwuletnich sadzonych rzadziej. Jeśli jednak drzewka siedmiomiesięczne posadzi się co 50–60 cm to ilość przewodników powoduje, że taki sad nie musi ustępować plonowaniu w pierwszym roku owocowania, a później wręcz może dysponować wyższym potencjałem produkcyjnym (co potwierdzały wyniki uzyskane we wdrożeniach założonych przez dr. Klimka).

Jak je ciąć?

Po pierwsze: nie ciąć! Jeśli tylko drzewko siedmiomiesięczne ma dobrze wykształcony przewodnik i silny pąk szczytowy to przy gęstym sadzeniu raczej nie powinno się go przycinać. Trzeba natomiast usunąć pędy boczne jeśli wyrastają zbyt nisko, pod ostrym kątem, albo jest ich np. tylko jeden lub dwa – bo te gałązki w dalszym okresie będą stwarzały same problemy. Sam przewodnik (jeśli tylko nie jest uszkodzony) najlepiej, żeby pozostał bez skracania. Chodzi o to, aby drzewko po przyjęciu wznowiło silny wzrost z pąka szczytowego, który „przypilnuje”, aby wyrastające poniżej pędy były znacznie słabsze i zakończone pąkami kwiatowymi. Dzięki temu przewodnik wzmocni swoją dominację i w następnym roku (drugim po posadzeniu) będzie rósł jeszcze silniej – bardzo często dorastając do pełnej (planowanej) wysokości drzewka. Takie osiągnięcie jest rzadkie w przypadku drzewek typu knip-baum, których siła wzrostu rozkłada się dodatkowo na kilka–kilkanaście pędów bocznych. Po posadzeniu drzewek siedmiomiesięcznych zazwyczaj zachodzi potrzeba ręcznego usunięcia kilku pąków podwierzchołkowych (wyrastających tuż pod pąkiem szczytowym). Zabieg ten wykonuje się najczęściej w maju, kiedy rozwijające się pąki łatwo jest wyłamać. Ponieważ przy takim zabiegu powstają rany na przewodniku (lub tuż przy nim) powinno się je jak najszybciej zdezynfekować poprzez oprysk z nadtlenkiem wodoru lub zabezpieczyć jednym ze środków miedziowych (pomimo tego, że rany powstałe przy obłamywaniu bardzo dobrze się goją). Opóźnienie zabiegu usuwania pąków podwierzchołkowych osłabia wzrost zarówno przewodnika jak i pąków znajdujących się poniżej tych usuwanych. W dodatku młode pędy szybko zaczynają drewnieć, co utrudnia ich wyłamywanie i później zachodzi potrzeba używania sekatora. Jeśli już dopuścimy do tego, że usuwanie pąków przeprowadzamy za pomocą sekatora to pamiętajmy, żeby ciąć nie przy samym przewodniku, bo to się wiąże z ryzykiem jego skaleczenia.

W następnym roku

W drugim roku cięcie sprowadza się również tylko do lekkiej korekty – usuwamy tylko (na czop) zbyt silne pędy boczne (jeśli się pojawiły), a także te, które nie wykształciły na końcu dobrego pąka kwiatowego. Ewentualnie, w niektórych przypadkach warto jeszcze „przyklikać” kilka słabych pędów bocznych, usuwając im tylko znajdujące się na końcach pąki kwiatowe – dzięki temu nie zaowocują, ale się wzmocnią i odwdzięczą w następnym roku. Takie wzmacniające „klikanie” jest szczególnie przydatne w dolnej części korony, która w późniejszym okresie życia sadu rośnie słabiej niż w górnej części. Jak już wspomniałem, zazwyczaj w drugim roku wzrost przewodnika jest bardzo silny i nie ma już potrzeby usuwania pąków podwierzchołkowych. Zeszłoroczny przyrost najczęściej pokrywa się samymi krótkopędami, a jeśli nawet pojawią się jakieś silniejsze, zbyteczne pędy – będzie je jeszcze można usunąć sekatorem w roku następnym. W drugim roku wzrostu w sadzie spodziewamy się pierwszego owocowania – zazwyczaj jest to od kilku do dwudziestu kilku jabłek na drzewie – czyli od 1 do 4 kg (najczęściej 2–3 kg). Przy obsadzie 5–6 tys. drzewek/ha możemy więc liczyć na plonowanie na poziomie od 5 do 20 t/ ha. Oczywiście, lepiej plonują w tym momencie drzewka uzyskane ze „śpiącego oczka”, które na starcie były silniejsze i miały już koronkę. Również te, które od razu po posadzeniu były nawadniane i przywiązane do podpór (a więc nie musiały na starcie walczyć z wiatrem i suszą) wykazują się lepszym wzrostem, a to przekłada się też na wielkość owoców. Szybka stabilizacja drzewek i nawadnianie w roku sadzenia decydują o długości przyrostu przewodnika, co z kolei przekłada się również na ilość pąków kwiatowych zakładanych na tym odcinku w roku następnym, a więc i na potencjał plonowania w trzecim roku po posadzeniu (w drugim roku owocowania). Gorszy wzrost mają drzewka uzyskane metodą ze szczepienia „w ręku”, które nie były nawadniane po posadzeniu i/lub zostały przywiązane do podpór w dalszej części sezonu. Ale przy takim traktowaniu i tak radzą sobie lepiej niż drzewka dwuletnie typu knip-baum.

Największe błędy

Uważam, że największymi błędami związanymi z wykorzystaniem drzewek siedmiomiesięcznych jest ich sadzenie w rzadkiej rozstawie i skracanie po posadzeniu. Ponieważ, jak już wspominałem, bardzo dobrze się przyjmują, to jeśli zostaną przycięte i sprowokowane w ten sposób do silnego wzrostu wegetatywnego, wytworzą kilka silnych pędów, z których nawet wszystkie mogą być konkurencyjne dla przewodnika. Pozbawienie drzewka pąka szczytowego produkującego duże ilości auksyn decydujących o dominacji wierzchołkowej powoduje, że prawidłowe uformowanie tego drzewka stanie się znacznie trudniejsze i będzie się wiązało z dodatkowym nakładem pracy. Takiego formowania nie będzie można już zlecić „byle komu”, aby nie pogłębił jeszcze nieopatrznie stworzonych problemów. Jeśli takie drzewka dodatkowo trafią na sprzyjające warunki, to początkowy błąd związany z przycięciem może doprowadzić do tak silnego ich wzrostu wegetatywnego, że nie będą chciały zakładać pąków kwiatowych, co znacznie opóźni ich wejście w okres owocowania. Takie drzewka będzie wręcz trudno zmusić do przestawienia się na rozwój generatywny. Może się więc okazać, że nieumiejętne wykorzystanie drzewek siedmiomiesięcznych zamiast przynieść spodziewane oszczędności (bo kupujący je często kierują się niższą ceną takiego materiału) spowoduje kłopoty i dodatkowe koszty. Zwracam przy tej okazji uwagę, że wbrew obiegowej opinii, sadzenie tego typu materiału szkółkarskiego nie zmniejsza kosztów założenia sadu, bo chociaż drzewka te są znacznie tańsze w porównaniu np. do drzewek dwuletnich z jednoroczną koronką, to jednak powinno się je sadzić gęściej. Nawet więc, jeśli są dwukrotnie tańsze, a posadzimy je dwa razy gęściej – to koszty materiału szkółkarskiego pozostaną na tym samym poziomie. Natomiast prowadzenie takich drzewek jest bardzo proste i powinno generować obniżenie kosztów prowadzenia sadu w późniejszym okresie jego życia – a to już powinno mieć dla nas duże znaczenie. Ciągle jeszcze borykamy się z problemem zakupu drzewek poszukiwanych odmian – produkcja drzewek siedmiomiesięcznych pozwala ten problem znacznie zmniejszyć. O ile odmiany licencjonowane mogą być rozmnażane tylko w nielicznych szkółkach, o tyle drzewka odmian standardowych możemy wyprodukować we własnym zakresie – co w przypadku drzewek siedmiomiesięcznych wcale nie jest takie trudne, a pozwala na znaczne zaoszczędzenie kosztów. Bardzo gęste sadzenie polecane przy drzewkach siedmiomiesięcznych powoduje, że jeśli w sadzie pojawią się choroby kory i drewna bezpośrednio na przewodniku, to możemy dane drzewko po prostu wyrwać i nawet nie ma potrzeby zastępowania go nowym, bo powstała luka jest niewielka i przestrzeń ta szybko się zapełnia gałęziami sąsiednich drzewek.

Drzewka siedmiomiesięczne uzyskane metodą szczepienia „w ręku” najczęściej są nierozgałęzione lub mają kilka gałązek.

autor: Mgr inż. Zbigniew Marek, doradca sadowniczy

24. maj 2024 05:53