StoryEditorAgrotechnika

Wiązanie drzewek do drutów. Jak zrobić to poprawnie?

17.10.2022., 08:00h
Mgr inż. Zbigniew MarekMgr inż. Zbigniew Marek

W nowo zakładanych sadach jabłoniowych sadownicy coraz częściej rezygnują ze stosowania pionowych tyczek, a drzewka wiązane są bezpośrednio do drutów. Jednak sposób wiązania zazwyczaj pozostawia wiele do życzenia…

Gdy wprowadzano do produkcji drzewka szczepione na M.9, wielu sadowników (praktyków, co to na sadownictwie "zjedli zęby") i pracowników naukowych zwracało uwagę na nieprzystosowanie tej podkładki do naszego klimatu, a także na problemy związane z prowadzeniem tego typu sadów. Wielokroć słyszałem opinie, że M.9 i inne tego typu podkładki są zupełnie nieprzystosowane do naszego sadownictwa, że to fanaberia i chwilowa moda, która (na pewno!) nie wytrzyma próby czasu.

Podkładki karłowe zdominowały i zmieniły obraz naszych sadów

A jednak podkładki karłowe zdominowały i zmieniły obraz naszych sadów – pomimo "zbyt słabego wzrostu", konieczności stosowania podpór i nawadniania. Zmiana sadowniczego modelu wiązała się też z koniecznością zupełnie innego cięcia drzewek – jestem przekonany, że to właśnie na tym polu dokonała się największa przemiana. Była ona konieczna, ponieważ jest rzeczą naturalną, że stare rozwiązania pasowały do starego typu sadów. Nowe technologie wręcz wymuszają sięgnięcie po inne rozwiązania, a przynajmniej konkretną adaptację "starego do nowego".

W nowych kwaterach jabłoni coraz częściej widzimy drzewka posadzone bardzo gęsto – co 60–70 cm lub nawet gęściej. Jeszcze niedawno "starzy praktycy" i niektórzy naukowcy wołali, że przy takich nasadzeniach "nie da się uzyskać jabłek dobrej jakości!", a dziś widzimy, że zazwyczaj jest wręcz przeciwnie – to w tych bardzo gęstych nasadzeniach uzyskuje się wysokie plony o bardzo niskim udziale owoców niskiej jakości, tylko… znów trzeba było zmienić swoją "filozofię" i sposób cięcia. Bardzo gęste sadzenie w połączeniu ze starymi nawykami w cięciu nie mogły przynieść dobrych efektów.

Tak na marginesie: zdarza się też, że zmiana modelu produkcji pozwala na sięgnięcie po rozwiązania, które już kiedyś wypróbowywano, ale odstawiono je "do lamusa" z powodu małej (ówcześnie) przydatności – tak się np. stało z cięciem mechanicznym, które w dawnych próbach (w sadach starego typu) nie przyniosło zadawalających efektów, ale obecnie świetnie się sprawdza w modelu "ściany owoconośnej".

Zmiany dotyczące technologii produkcji i sytuacja ekonomiczna wymuszają zmiany w podejściu do dotychczasowych rozwiązań. Te, które kiedyś wydawały się być irracjonalne – dziś lub jutro mogą okazać się być "całkiem na miejscu", a nawet "strzałem w dziesiątkę".

image

Sposób wiązania do pionowych podpór nie miał aż tak istotnego znaczenia w porównaniu z wiązaniem bezpośrednio do drutów

FOTO: Z. Marek

image

Drzewka powinny być przywiązane stabilnie i bezpiecznie

FOTO: Z. Marek

Tylko… przy zmianach technologii produkcji konieczna bywa rezygnacja ze starych, czasem przez lata utrwalanych nawyków, a to już może być trudne "do przełknięcia".

Dlaczego wiązanie do drutów?

Wraz z wprowadzeniem podkładek karłowych i ciągłym zagęszczaniem sadów zmieniały się systemy konstrukcji wspierających. Jednak przez lata jeden element pozostawał podobny – drzewka przywiązywano do pionowych podpór (do kołków, a później różnego typu tyczek – drewnianych z rodzimego drewna, bambusowych, plastikowych, metalowych). Zmiana rodzaju tyczki nie wpływała jednak na sposób przywiązywania drzewek. Zmieniał się raczej tylko materiał, z którego wykonane było wiązadło – od tekstylnych taśm, po stosowane obecnie wężyki sadownicze.

Doszło jednak do sytuacji, kiedy przy spadku opłacalności produkcji jabłek doświadczamy ciągłego wzrostu kosztów związanych z założeniem i prowadzeniem sadu. Wzrost cen dotyczy też wszelkiego typu tyczek, bez względu na to, czy są to tyczki drewniane, bambusowe, czy też inne. Do tej pory było tak, że konkretna liczba drzewek oznaczała taką samą liczbę tyczek. Jeśli więc sadziliśmy 3000 drzewek na ha, to potrzebowaliśmy również 3000 szt. tyczek. Zagęszczając sad, z automatu wynikałaby konieczność stosowania odpowiednio większej ilości tyczek, co znacznie wpływa na koszty założenia sadu. Jeśli więc chcemy posadzić drzewka co 80, 70, a nawet 50 cm w rzędzie (a są i jeszcze gęściejsze nasadzenia), to zaczynamy się zastanawiać: jeśli nawet nie wzrośnie koszt drzewek, bo posadzimy tańsze drzewka np. 7-miesięczne, to ile, przy obecnych cenach, trzeba będzie dołożyć do tyczek? Masakra!!!

Czytaj także: Jak poprawić wybarwienie jabłek i konkurencyjność na rynku owoców?

Znaczne zmniejszenie kosztów konstrukcji

Z tego powodu jedni sadownicy twierdzą, że bardzo gęste sadzenie drzewek jest nieuzasadnione ekonomicznie, a inni … korzystają ze wzorców z innych krajów, gdzie bardzo gęste sadzenie stosuje się od dawna. We Włoszech od wielu już lat można zauważyć sady jabłoniowe, w których nie stosuje się żadnych tyczek, a drzewka mocuje się bezpośrednio do drutów za pomocą elastycznych wężyków. Pozwala to na znaczne zmniejszenie kosztów konstrukcji: słupy i druty pozostają, przy czym zamiast jednego lub dwóch drutów (jak to ma miejsce w "tradycyjnych" konstrukcjach z tyczkami) stosuje się najczęściej 5 drutów (rzadziej cztery), rozmieszczonych co 50–60 cm. Przy gęstym sadzeniu i tzw. "krótkim cięciu", gdzie nie ma długich gałęzi bocznych, obserwuje się silniejszy wzrost przewodników, co powoduje szybkie dorastanie drzewek do założonej wysokości i łatwość mocowania bez konieczności używania tyczek. Oczywiście, drut też kosztuje, ale koszt dodatkowych trzech drutów jest znacznie niższy od tyczek. Jeśli to uwzględnimy, to w opcji "słupy + 1–2 druty + tyczki" im gęściej sadzimy drzewka, tym wyższe wychodzą nam koszty konstrukcji podtrzymującej (spada nam koszt "słupy + drut(y)" liczony na drzewko, ale wzrasta liczba coraz droższych tyczek). Natomiast w opcji "słupy + 5 drutów" im gęściej sadzimy drzewka, tym koszt konstrukcji podtrzymującej w przeliczeniu na drzewko się zmniejsza.

Rezygnacja z tyczek oznacza obniżenie kosztów konstrukcji wspierającej, pomimo zwiększenia ilości potrzebnego drutu. Zwracam też uwagę, że konstrukcje z pięcioma drutami wydają się być znacznie stabilniejsze, z powodu znacznie mniejszego obciążenia górnego drutu, który jest najbardziej narażony na zerwanie w wyniku przeciążenia. W systemie "drut + tyczka" zerwanie górnego drutu może oznaczać "wyłożenie" nawet całego rzędu drzew. Natomiast w systemie "pięciodrutowym" górny drut jest wspomagany pracą drutów znajdujących się poniżej, co zmniejsza ryzyko jego zerwania, a gdyby nawet do tego doszło – rząd drzew jest nadal stabilizowany przez druty dolne.

Systemy "pięciodrutowe", pomijające konieczność stosowania różnego typu tyczek, oznaczają zmniejszenie kosztów konstrukcji i lepszą stabilizację rzędów.

Jak wiązać?

Wiązanie drzewek bezpośrednio do drutów wzbudza wiele kontrowersji. Powszechne są opinie o negatywnych skutkach takiego rozwiązania, głównie dotyczące uszkodzeń drzewek spowodowanych obcieraniem się o druty i – w konsekwencji – wzrostem ryzyka infekcji chorób. Obiekcje dotyczą szczególnie odmian wrażliwych na choroby kory i drewna, takich jak Gala czy Red Delicious. Jednak z moich obserwacji wynika, że jeśli drzewka zostały prawidłowo przywiązane do drutów – problem wystąpienia zgorzeli lub zrakowaceń występuje na takim samym poziomie, jak w przypadku mocowania do tyczek. Dyskutowaliśmy kiedyś na ten temat w jednym z gospodarstw – sadownik chciał mi pokazać uszkodzenia rakowe na pniach drzew odmiany Gala. Jednak gdy przejrzeliśmy kilkadziesiąt drzewek, okazało się, że uszkodzenia są, ale na innej wysokości niż druty. Tylko na jednym drzewku znaleźliśmy zrakowacenie przy drucie, ale po dokładniejszym jego obejrzeniu okazało się, że w tym miejscu wycięto wcześniej gałązkę bezpośrednio przy przewodniku i to tu należało się doszukiwać powodów infekcji.

Oczywiście, niewłaściwe wiązanie może powodować (i często powoduje) obtarcia drzewek i tworzenie ran, przez które będą wnikały patogeny. Tego po prostu trzeba się nauczyć. Trzeba też umieć przeszkolić pracowników, a następnie kontrolować ich pracę. Wiązanie "jakoś tam" może zrobić więcej szkody niż pożytku.

  • Drzewka należy mocować do drutów tak, aby ich pozycja była stabilna – nie można pozostawiać nadmiernego luzu, aby nie były kołysane przez wiatr, bo najczęściej właśnie wtedy powstają otarcia. A więc wiązanie luźne "na około" lub "w luźną ósemkę" będzie szkodliwe. To stare metody – zupełnie nie sprawdzające się w tej technologii.
image

Stabilizację punktu przytwierdzenia zapewnia węzeł zapobiegający przesuwaniu się wiązadła na drucie

FOTO: Z. Marek
  • Wiązanie nie może też być zbyt ścisłe (zwłaszcza gdy używamy mało elastycznego, nierozciągliwego wiązadła), aby nie powodowało "uduszenia" drzewek lub wrzynania się wiązadła w korę drzewka. Zbyt ścisłe wiązanie powoduje konieczność późniejszego rozcinania i ponownego wiązania. Nawet jeśli początkowo będzie się z tym dłużej schodziło, tę pracę należy od razu wykonać prawidłowo!
image

Wiązanie nie może być zbyt luźne, ani zbyt ścisłe

FOTO: Z. Marek
image

Brak węzła startowego i zbyt mała ilość "osłonki" to najczęstsze błędy

FOTO: Z. Marek

Diabeł tkwi w szczegółach: ważne jest, jakiego używamy wiązadła. W handlu dostępne są różnego typu wężyki do wiązania drzewek. Ich cena jest bardzo różna, ale jakość – również. O ile jakość wężyków miała mniejsze znaczenie w przypadku wiązania do tyczek, o tyle wiążąc drzewka bezpośrednio do drutów powinniśmy korzystać z wężyków miękkich, elastycznych (rozciągliwych), odpornych na promieniowanie słoneczne i trwałych (przynajmniej 10 lat). Wężyki tego typu nazywane są przez niektórych "tyrolskimi". Takie wężyki powinny wytrzymać cały okres trwania sadu, rozciągając się w miarę grubienia drzewek. Zwracam uwagę, że elastyczne wężyki są droższe, ale też ze względu na ich rozciągliwość – bardziej wydajne.

Samo wiązadło również musi być ustabilizowane w konkretnym punkcie – nie może się przesuwać po drucie. Powinno też chronić drzewko przed bezpośrednim kontaktem z drutem, aby zminimalizować ryzyko powstania otarć.

Jak to osiągnąć?

Proponuję następujące postępowanie:

  • Ucięty kawałek wężyka (długość należy samemu wypraktykować – będzie zależna przede wszystkim od rodzaju wężyka) zawiązujemy na drucie (w odpowiednim miejscu) prostym węzłem w 1/3 długości wężyka. Węzeł musi być ścisły (mocno zaciągnięty), aby zapobiec późniejszemu przesuwaniu się wężyka;
  • Dłuższy odcinek wężyka owijamy wokół drutu kilkakrotnie (zazwyczaj 4 razy, ale to też trzeba indywidualnie wypraktykować), tak aby stworzyć osłonkę zabezpieczającą drzewko przed bezpośrednim kontaktem z drutem;
  • Następnie przysuwamy drzewko do "osłonki" i zawiązujemy wężyk z drugiej strony. Wiązanie ma być niezbyt ścisłe, ale też zapobiegające przesuwaniu się drzewka poza strefę zabezpieczonego drutu.
image

Stworzenie najpierw "osłonki", a dopiero później węzła powoduje zbyt ścisłe owinięcie drzewka, co będzie później skutkować wrzynaniem się wiązadła w korę

FOTO: Z. Marek

Niby proste…, a jednak rzadko mi się zdarza spotkać drzewka wiązane bezpośrednio do drutów w sposób właściwy, a więc bezpieczny dla drzewek. Nie zwalajmy winy na pracowników – wiążą tak, jak im wytłumaczyliśmy. Trzeba dobrze pokazać, pracownicy muszą zapamiętać kolejność ruchów oraz rozumieć ich celowość. Inaczej stare nawyki wezmą górę i efekt może być opłakany. Później trzeba ciągle kontrolować tę pracę – jest niezwykle ważna. Lecz żeby dobrze wytłumaczyć, trzeba samemu umieć ją prawidłowo wykonać. 

image

Zbyt luźne wiązanie będzie skutkowało przesuwaniem się drzewka poza "osłonkę"

FOTO: Z. Marek
image

Wygląda prawie dobrze, ale brakuje węzła początkowego

FOTO: Z. Marek
image

Wiązanie bez węzła startowego, z węzłem "duszącym" drzewko i w dodatku nad gałązką pionową – widać, co będzie powodem infekcji

FOTO: Z. Marek
06. grudzień 2023 14:56